17 marca 2012

Wiosenne zapowiedzi

Już tylko kilka dni pozostało do rozpoczęcia kalendarzowej wiosny. Wraz z nową porą roku czeka nas prawdziwy wysyp płytowych premier. Wśród nich znajdzie się całkiem sporo produkcji moich muzycznych ulubieńców.

W kwietniu ze świeżym materiałem powróci szwedzka grupa Kent, rozmarzony nieco Jason Mraz oraz niezawodny jak zwykle Chris Botti. Jednak istne szaleństwo nowości zapowiada się na maj! Obok plejady miłych pań, takich jak Melody Gardot, Norah Jones, Rumer czy Dorota Miśkiewicz, pojawi się także kilku sympatycznych mężczyzn, jak choćby John Mayer, czy panowie z zespołu Keane. Niebawem powinna być już także gotowa nowa płyta Matta Duska, będąca hołdem ku czci Cheta Bakera, a wiele wskazuje na to, że i Peter Cincotti powróci do nas wkrótce z czwartą płytą studyjną.

Ten ostatni niech umili nam czas oczekiwania na wszystkie te atrakcyjne nowości, w przemiłym wiosennym duecie włosko-amerykańskim.


11 marca 2012

Płyty miesiąca: marzec 2012

Przy okazji dzisiejszej notki przypomniał mi się pewien klasyczny motyw, doskonale nam znany z różnych filmów czy książek. W ich fabule przychodzi czasami taki moment, gdy na scenie pojawia się postać, która dramatycznie oznajmia: „mam dwie wiadomości – dobrą i złą”. Po czym następuje oczywiście nieśmiertelna kwestia: „od której wiadomości mam zacząć?”.

Ja, co prawda, nie mam dzisiaj zbyt dramatycznych komunikatów do przekazania, ale za to po przesłuchaniu dwóch marcowych premier płytowych stwierdzam, że jedna z nich jest dobra, a druga zła. Albo może lepiej: jedna jest znakomita, a druga przeciętna. Od której zatem powinienem zacząć? Może od tej zdecydowanie słabszej.


Przyznam szczerze, że Katie Melua jest dla mnie jak dotąd gwiazdą jednego przeboju. Gruzińska wokalistka miała swoje pięć minut, śpiewając urokliwą piosenkę o dziewięciu milionach rowerów, jednak dalsze jej dokonania stanowczo do mnie nie przemawiają. Cztery płyty studyjne, na których artystka zawarła kolekcję nostalgicznych, bliźniaczo do siebie podobnych ballad, brzmią dość monotonnie. Nowy krążek „Secret Symphony” nie przynosi tutaj niestety żadnego przełomu. Katie po raz kolejny dostarcza nam garść delikatnych kompozycji, trochę melancholijnego plumkania na gitarze, a w bonusie mało wyrazisty podkład symfoniczny. Na próżno szukać tu chwytliwych, łatwo zapadających w pamięć przebojów. Subtelny wokal artystki co prawda działa kojąco dla uszu, jednak nie sposób się oprzeć wrażeniu, że Melua coraz bardziej się stacza po równi pochyłej. Aż by się chciało zawołać: Katie, nie idź tą drogą!


Kiedy za to Bruce Springsteen sięga po swoją gitarę, można się spodziewać dawki niezwykle energetycznego grania. Tak jest i tym razem, na świeżutkim krążku „Wrecking Ball”, którym artysta potwierdza kto jest muzycznym „Bossem” Ameryki. Już promujący wydawnictwo singiel „We Take Care Of Our Own” daje solidnego kopa, a dalej jest jeszcze lepiej. Obok zadziornie rockowych numerów mamy tu sporo porywających brzmień folkowych ze skrzypkami i przytupem. Nie brak jednak i spokojniejszych utworów, pojawia się też kilka ciekawych nawiązań do tradycji irlandzkich, śpiewy gospel, a nawet świetny wątek hiphopowy. Na swoim krążku Bruce nie kryje rozczarowania polityką swego kraju. Śpiewa o bezrobociu, atakuje Wall Street, rozwiewa mit „amerykańskiego snu”. Ważkie tematy serwuje jednak z właściwą sobie dynamiką i prawdziwą radością grania. Oby tak dalej!